Olga Smile

Pieczarki faszerowane ziemniakami i szpinakiem

10/10/2008
Autor: Olga Smile
Wydrukuj ten Przepis Wydrukuj ten Przepis
No i przyszedł czas na jeden z moich ulubionych przepisów na faszerowane pieczarki. Generalnie uwielbiam faszerować warzywa i grzyby, a właśnie pieczarki nadają się do tego celu wyśmienicie. Wypełniam je rozmaitymi farszami począwszy od czysto warzywnych, makaronowych, ryżowych, jajecznych a na mięsnych skończywszy. Każdy farsz jest smaczny, o ilepreferujemy dane połączenia smakowe. Należy, więc wyjść z założenia, że w kuchni wszystkie kulinarne chwyty dozwolone. I idąc tym tropem nafaszerowałam moje pieczarki ziemniaczkami z serem i szpinakiem. Było pysznie, średnio kalorycznie i zdecydowanie z charakterem. Dokładnie tak, jak lubię! Faszerowane pieczarki są moim już ósmym przepisem w ramach Ziemniaczanego Tygodnia II.

Faszerowane pieczarki kojarzą mi się z pierwszymi imprezami, za czasów dziecinnych, gdy organizowane były imieniny i urodziny koleżanek i kolegów ze szkolnej ławki. Rodzice zazwyczaj podawali kanapki, faszerowane pieczarki i niezliczona ilość magicznego napoju Ptyś. To dopiero był rarytas. A jak na końcu lądował na stole tort lub sernik na zimno, to była już typowa magia urodzin.
Pamiętacie owego Ptysia, delikatną podróbkę Mirindy i Fanty. Był w dwóch smakach pomarańczowym i cytrynowym w szklanych litrowych butelkach z metalowym kapslem. To dopiero był fantastyczny smak dla dzieci. Ptyś był nawet smaczniejszy niż lody Bambino na patyku i oranżada sprzedawana w torebkach na plaży :)
I właśnie faszerowane i zapiekane pieczarki zapamiętałam jako jedzenie nie tyle wystawne, co przeznaczone do konsumpcji w ramach jakiś okoliczności większych, niż zwykła domowa kolacja. Szczęśliwie czasy się zmieniają i takie pieczarki możemy z wielką przyjemnością i radością podawać jako dodatek do alkoholu, małą przystawkę lub przekąskę w trakcie spotkań domowych, biurowych czy plenerowych. Pieczarki są zdecydowanie dobre na wszystko :)


* opakowanie ponad ½ kg pieczarek o małych, białych główkach

* ponad ½ kg ziemniaków
* 100 gr szpinaku
* 100 gr ostrego żółtego sera drobno startego. Ja użyłam Gryera
* 2 łyżki miękkiego masła
* 2 łyżki wody
* 2 łyżki śmietany
* płatki ostrej papryki
* sól

Ziemniaki obrałam i ugotowałam w osolonej wodzie. Gdy lekko przestygły przepuściłam je przez prasę do ziemniaków. Około 100 gr młodych listków szpinaku pocięłam przy pomocy miksera na papkę. Ser starłam na drobnych oczkach. W misce wymieszałam ziemniaki, szpinak, ser, śmietanę, wodę, miękkie masło, sól i płatki papryki. Dynamicznie mieszając widelcem połączyłam wszystkie składniki Az uzyskałam dość jednolitą masę. Małe pieczarki umyłam i oderwałam im nóżki. Matko, jak dramatycznie zabrzmiało, brrrr. W powstałe miejsce nałożyłam łyżka kopiastą ilość farszu. Pieczarki umieściłam w żaroodpornym naczyniu i zapiekałam pod grillem w temperaturze 200 stopni około 5 minut. Idealne do podawania na ciepło i zimno.

  • Facebook
  • Share/Bookmark
Wydrukuj ten Przepis Wydrukuj ten Przepis

9 Komentarzy to “ Pieczarki faszerowane ziemniakami i szpinakiem ”

  1. Majana on 10/10/2008 at 08:45

    Olgo, pieczarki faszerowane to zdecydowanie coś co uwielbiają tygryski, ale tygryski za często takich pieczareczek nie jadają, a szkoda. Wyglądają dostojnie i pięknie jak zresztą kazda potrawa u Ciebie. Kazdy szczegół dopracowany, zdjęcia są śliczne po prostu. Olgo musisz być wspaniałą żoną – tak sobie myślę!!! :)))

    Co do Ptysia, oczywiscie,ze go pamietam. I oranżade w woreczkach, kurcze jak mi to smakowało ! :)) No i rzecz jasna lody Bambino i guma Donald ! :)
    Pozdrawiam. :)

  2. zemfiroczka on 10/10/2008 at 11:01

    Ptysia nie kojarzę, ale oranżadę w woreczku tak- ależ mi ona smakowała ;) I lody bambino, i gofry w budce koło domu, lody z automatu i wata cukrowa koło składnicy harcerskiej- o rany mogłabym tak wymieniać :)))

    Fajowsko to wygląda na zdjęciach.

    pozdrówka

  3. Gosi@ on 10/10/2008 at 11:05

    Jak zwykle-przepyszny przepis :)

  4. ewena on 10/10/2008 at 11:22

    Świetnie brzmi ten przepis, choć rzeczywiście trąci horrorem – te obcięte nóżki;))) Ciekawam czy dałoby się zastąpić świeży szpinak takim z puszki. Zdjęcia śliczne!

  5. Olga Smile on 10/10/2008 at 11:46

    Wspomnienia wróciły hihihihi Donaldy były fantastyczne chociaż czasami twarde jak suszone owoce hihihih A gumy, takie kolorowe, puste w środku kulki w pasku pamiętacie? Sprzedawcy w sklepach odcinali nożyczkami gumy hihihihi A te budki-sklepiki, w których bywały gumy były takie wybitnie fantastyczne. Mieli czekoladę na półkach, batony, masę kolorowych pudełeczek, banany i pomarańcze. Jak wracałam ze szkoły często tam wchodziłam popatrzeć. I jeszcze namolnie wraca mi wspomnienie zielonych pomarańczy :) To był ewenement kolorystyczny :) Pamiętam jak biegłam do domu jak szalona aby powiedzieć mamie, że zielone pomarańcze “pojawiły” się w warzywniaku i już mam zajętą kolejkę :) Po czym zadawałam zawzięcie pytanie “dlaczego pomarańcze nazywają się pomarańczami a nie zieleńcami?”

    Majanko – o matko ale jesteś dla mnie miła. Serdecznie dziękuję za komplementy, zaraz dzwonię do męża, żeby mnie bardziej doceniał hihihihihi

    Zemfiroczko – jak możesz Ptysia nie pamiętać – to był rarytas z farbką w środku. Wymieniaj, wymieniaj, to świetny temat wspomnień minimum sprzed ćwierćwiecza hahahaha :) Poczułam się lekko staro, ale co tam, ważne, że jeszcze pamiętam hihihihihi

    Gosi@ - dziękuję bardzo :)

    ewenko – spokojnie można zamienić świeży szpinak na mrożony na przykład. Z puszki nigdy nie jadłam, więc nie umiem ocenić, ale nie powinno być żadnego problemu :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Olga Smile

  6. Lukrecja on 10/10/2008 at 13:28

    może być ciekawe
    pewnie kiedyś wypróbuje

  7. ann on 10/10/2008 at 22:04

    Co za kapitalny przepis, a ja niedługo imprezę jakąś będę urządzać i takie pieczarki jak znalazł :)

  8. zemfiroczka on 10/10/2008 at 22:23

    Tak daleko pamięcią nie sięgnę, bo nie ma takiej możliwości raczej ;) ale te gumy-kulki to fakt! Świetne były, Osobisty też je z rozrzewnieniem wspomina. Czasem nawet jak trafimy gdzieś, to kupujemy, ale to już nie ten smak, niestety.
    Aaaaa pamiętam jeszcze anyżowe cukierki, każdy pakowany osobno w przezroczystą folię i czekoladę nadziewaną- Consuela się nazywała, czy jakoś tak, ehhh słodkie czasy :)))

    pozdrówka

  9. asencja on 29/04/2010 at 18:09

    Robiłam wczoraj i szczerze mówiąc smakują średnio..zdecydowanie lepsze z ostrym sosem czosnkowym.

Napisz komentarz