Pieczarki faszerowane ziemniakami i szpinakiem
Wydrukuj ten Przepis
No i przyszedł czas na jeden z moich ulubionych przepisów na faszerowane pieczarki. Generalnie uwielbiam faszerować warzywa i grzyby, a właśnie pieczarki nadają się do tego celu wyśmienicie. Wypełniam je rozmaitymi farszami począwszy od czysto warzywnych, makaronowych, ryżowych, jajecznych a na mięsnych skończywszy. Każdy farsz jest smaczny, o ilepreferujemy dane połączenia smakowe. Należy, więc wyjść z założenia, że w kuchni wszystkie kulinarne chwyty dozwolone. I idąc tym tropem nafaszerowałam moje pieczarki ziemniaczkami z serem i szpinakiem. Było pysznie, średnio kalorycznie i zdecydowanie z charakterem. Dokładnie tak, jak lubię! Faszerowane pieczarki są moim już ósmym przepisem w ramach Ziemniaczanego Tygodnia II.
Faszerowane pieczarki kojarzą mi się z pierwszymi imprezami, za czasów dziecinnych, gdy organizowane były imieniny i urodziny koleżanek i kolegów ze szkolnej ławki. Rodzice zazwyczaj podawali kanapki, faszerowane pieczarki i niezliczona ilość magicznego napoju Ptyś. To dopiero był rarytas. A jak na końcu lądował na stole tort lub sernik na zimno, to była już typowa magia urodzin.
Pamiętacie owego Ptysia, delikatną podróbkę Mirindy i Fanty. Był w dwóch smakach pomarańczowym i cytrynowym w szklanych litrowych butelkach z metalowym kapslem. To dopiero był fantastyczny smak dla dzieci. Ptyś był nawet smaczniejszy niż lody Bambino na patyku i oranżada sprzedawana w torebkach na plaży :)
I właśnie faszerowane i zapiekane pieczarki zapamiętałam jako jedzenie nie tyle wystawne, co przeznaczone do konsumpcji w ramach jakiś okoliczności większych, niż zwykła domowa kolacja. Szczęśliwie czasy się zmieniają i takie pieczarki możemy z wielką przyjemnością i radością podawać jako dodatek do alkoholu, małą przystawkę lub przekąskę w trakcie spotkań domowych, biurowych czy plenerowych. Pieczarki są zdecydowanie dobre na wszystko :)
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
|
| * opakowanie ponad ½ kg pieczarek o małych, białych główkach
* ponad ½ kg ziemniaków
* 100 gr szpinaku
* 100 gr ostrego żółtego sera drobno startego. Ja użyłam Gryera
* 2 łyżki miękkiego masła
* 2 łyżki wody
* 2 łyżki śmietany
* płatki ostrej papryki
* sól |
|
| Ziemniaki obrałam i ugotowałam w osolonej wodzie. Gdy lekko przestygły przepuściłam je przez prasę do ziemniaków. Około 100 gr młodych listków szpinaku pocięłam przy pomocy miksera na papkę. Ser starłam na drobnych oczkach. W misce wymieszałam ziemniaki, szpinak, ser, śmietanę, wodę, miękkie masło, sól i płatki papryki. Dynamicznie mieszając widelcem połączyłam wszystkie składniki Az uzyskałam dość jednolitą masę. Małe pieczarki umyłam i oderwałam im nóżki. Matko, jak dramatycznie zabrzmiało, brrrr. W powstałe miejsce nałożyłam łyżka kopiastą ilość farszu. Pieczarki umieściłam w żaroodpornym naczyniu i zapiekałam pod grillem w temperaturze 200 stopni około 5 minut. Idealne do podawania na ciepło i zimno. |
|
|
Przepis zamieszczony: 10/10/2008 at 07:03 w kategoriach: Ciepłe przekąski – przystawki, Ciepłe przekąski – przystawki na karnawał, Dania i przepisy na imprezę, Dodatki do alkoholu, Impreza w 30 minut, Imprezy karnawałowe – jedzenie na karnawał, Jedzenie na imprezy - Party Food, Jedzenie na sylwestra - menu sylwestrowe, Party Przy grillu, Przekąski, Przystawki, Tapas, Meze, Rodzice na obiedzie, Warzywa, sałaty i sałatki, Weekendy i tygodnie kulinarne, Wegetariańskie Party, Wesołe Imprezy dla dzieci, Ziemniaczany Tydzień. Możesz przeglądać odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanał wiadomości Olgi Smile.
Olgo, pieczarki faszerowane to zdecydowanie coś co uwielbiają tygryski, ale tygryski za często takich pieczareczek nie jadają, a szkoda. Wyglądają dostojnie i pięknie jak zresztą kazda potrawa u Ciebie. Kazdy szczegół dopracowany, zdjęcia są śliczne po prostu. Olgo musisz być wspaniałą żoną – tak sobie myślę!!! :)))
Co do Ptysia, oczywiscie,ze go pamietam. I oranżade w woreczkach, kurcze jak mi to smakowało ! :)) No i rzecz jasna lody Bambino i guma Donald ! :)
Pozdrawiam. :)
Ptysia nie kojarzę, ale oranżadę w woreczku tak- ależ mi ona smakowała ;) I lody bambino, i gofry w budce koło domu, lody z automatu i wata cukrowa koło składnicy harcerskiej- o rany mogłabym tak wymieniać :)))
Fajowsko to wygląda na zdjęciach.
pozdrówka
Jak zwykle-przepyszny przepis :)
Świetnie brzmi ten przepis, choć rzeczywiście trąci horrorem – te obcięte nóżki;))) Ciekawam czy dałoby się zastąpić świeży szpinak takim z puszki. Zdjęcia śliczne!
Wspomnienia wróciły hihihihi Donaldy były fantastyczne chociaż czasami twarde jak suszone owoce hihihih A gumy, takie kolorowe, puste w środku kulki w pasku pamiętacie? Sprzedawcy w sklepach odcinali nożyczkami gumy hihihihi A te budki-sklepiki, w których bywały gumy były takie wybitnie fantastyczne. Mieli czekoladę na półkach, batony, masę kolorowych pudełeczek, banany i pomarańcze. Jak wracałam ze szkoły często tam wchodziłam popatrzeć. I jeszcze namolnie wraca mi wspomnienie zielonych pomarańczy :) To był ewenement kolorystyczny :) Pamiętam jak biegłam do domu jak szalona aby powiedzieć mamie, że zielone pomarańcze “pojawiły” się w warzywniaku i już mam zajętą kolejkę :) Po czym zadawałam zawzięcie pytanie “dlaczego pomarańcze nazywają się pomarańczami a nie zieleńcami?”
Majanko – o matko ale jesteś dla mnie miła. Serdecznie dziękuję za komplementy, zaraz dzwonię do męża, żeby mnie bardziej doceniał hihihihihi
Zemfiroczko – jak możesz Ptysia nie pamiętać – to był rarytas z farbką w środku. Wymieniaj, wymieniaj, to świetny temat wspomnień minimum sprzed ćwierćwiecza hahahaha :) Poczułam się lekko staro, ale co tam, ważne, że jeszcze pamiętam hihihihihi
Gosi@ - dziękuję bardzo :)
ewenko – spokojnie można zamienić świeży szpinak na mrożony na przykład. Z puszki nigdy nie jadłam, więc nie umiem ocenić, ale nie powinno być żadnego problemu :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
może być ciekawe
pewnie kiedyś wypróbuje
Co za kapitalny przepis, a ja niedługo imprezę jakąś będę urządzać i takie pieczarki jak znalazł :)
Tak daleko pamięcią nie sięgnę, bo nie ma takiej możliwości raczej ;) ale te gumy-kulki to fakt! Świetne były, Osobisty też je z rozrzewnieniem wspomina. Czasem nawet jak trafimy gdzieś, to kupujemy, ale to już nie ten smak, niestety.
Aaaaa pamiętam jeszcze anyżowe cukierki, każdy pakowany osobno w przezroczystą folię i czekoladę nadziewaną- Consuela się nazywała, czy jakoś tak, ehhh słodkie czasy :)))
pozdrówka
Robiłam wczoraj i szczerze mówiąc smakują średnio..zdecydowanie lepsze z ostrym sosem czosnkowym.