Trzeba zacząć od tego, że wyjątkowo piękna jest galaretka z brokułem, który mi osobiście zdecydowanie po pocięciu na porcje przypomina wielkie zielone drzewo. Ciekawy efekt wizualny w końcu nie zawsze mamy tak soczyste połączenie zieleni, czerwieni i nieskazitelnej bieli. A na wiosnę jest w sam raz! W końcu czas nacieszyć oczy kolorami natury.
Biały mus jest zdecydowanie wykwintny, maślany, lekki o posmaku warzyw a do tego leciutko słony. Ja do brokułów dodałam marchewki, oczywiście możemy zastąpić je papryką, cebulką, groszkiem czy kukurydzą. Tu można śmiało kombinować z fakturami i kolorami, bo one właśnie są najważniejsze w tym daniu. No i jeszcze kontrast bo na kontraście danie to się opiera.
Taki mus znalazł się u mnie na świątecznym stole, bo stanowił fajne urozmaicenie menu wielkanocnego, które u nas w domu zawsze składa się z jajek, barszczu z kiełbasą lub zupy chrzanowej i wędlin. Oczywiście jest jeszcze kilka dań, ale co roku czymś zaskakuję i staram się urozmaicać nasze menu na tyle, na ile mi możliwości, fantazja i pomysły starczają.
W te święta najnowszym moim daniem będzie właśnie wykwintny mus z brokułami, szynka w galarecie kukurydzianej, biała tarta i koniecznie domowy chleb i bułki. A właśnie zapomniałam o chrzanie Zosi, który planuję zrobić kolejny raz, bo pierwsza pokazowa partia zniknęła przez kilka ostatnich dni.
Ten przepis jest moją jedenastą propozycją w ramach zabawy KUCHNIA WIELKANOCNA
Brokuły dzielimy na małe różyczki, wkładamy do wrzącej wody i gotujemy 4 minuty. Wyłączamy gaz, wyławiamy różyczki, przekładamy do sitka i obficie przelać zimną wodą. Marchewki obieramy i nadajemy im kształt prostokątów. Następnie gotujemy w osolonej wodzie około 8 minut. Wyławiamy i przelewamy zimną wodą, aby zakończyć proces gotowania. Zdecydowaną większość śmietany, tak około 400 ml ubijamy, pozostałą część przelewamy do garnka, dodajemy kostkę rosołową i zagotowujemy. Dodajemy żelatynę i energicznie mieszamy aż do całkowitego jej rozpuszczenia. Rozpuszczoną żelatynę w dodajemy do bitej śmietany bardzo energicznie mieszając, aby się ładnie równomiernie rozprowadziła. Do formy przekładamy 1/3 śmietany. Ja przygotowywałam w formie Liliana Tupperware, która jest w kształcie wieńca, więc ułożyłam ciasno po okręgu brokuły lekko je zanurzając w śmietanie. Po bokach brokułów ułożyłam marchewki tak, aby do siebie dotykały. Napełniłam formę pozostałą śmietaną, kilka razy puknęłam całością o blat aby wypuścić powietrze i zostawiłam do całkowitego zastygnięcia. Po przecięciu taki oto piękny efekt uzyskałam jak widać na zdjęciach :)
Współczesność zmusza nas do szybkiego życia, zakupów dokonywanych w pośpiechu i ekspresowego przygotowywania obiadów dla całej rodziny. Nie inaczej ma się sprawa ze spotkaniami w gronie znajomych, często również w tym przypadku nie możemy poświęcić zbyt dużo czasu na gotowanie, wymyślanie i stylizowanie potraw. Książka Ekspresowe dania i drinki na spotkania jest odpowiedzią na liczne e-maile i pytania Czytelników, co przygotować, aby na stole szybko pojawiły się ładne i smaczne posiłki ze stosownymi drinkami dla gości. Oczywiście, wszystkie proponowane przeze mnie dania są dobrane, jak zawsze, według przyświecającej mi zasady: ...
Uwielbiam przygotowywać przetwory, ponieważ są dla mnie symbolem domowego ogniska i tradycji. Czuję się dużo spokojniejsza, gdy moja spiżarnia jest pełna. Mam wtedy pewność, że zimą będę mogła nakarmić rodzinę, odparowując najbliższym możliwość cieszenia się wspaniałymi smakami. Co roku dokładnie planuję, co stanie na półkach w mojej zacisznej spiżarni. Czasami oglądam ze wszystkich stron słoiki, zdarza się, że ustawiam je tak, aby pasowały do siebie kolorami. Uwielbiam te chwile przeglądania półek z pełnymi smaku przetworami. Dżemy, konfitury, marmolady, galaretki, musy, chutneye i pasty przygotowuję przez okrągły rok. O ile latem ...
Uwielbiam polską kuchnię, jej różnorodność i przywiązanie do tradycji. Podczas biesiad z przyjaciółmi serwuję rozmaite dania mojej młodości, które pamiętam z przyjęć u rodziców czy dziadków. Staram się zbierać rodzinne przepisy i anegdoty. Są one dla mnie odzwierciedleniem polskiej kuchni, tej naszej, własnej i najlepszej. Wiele mówią o życiu, a także uczą prostej radości spędzania wspólnego czasu z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi. W tej książce znajduje się 150 wspaniałych przepisów na dania biesiadne w polskim stylu. Można wybierać spośród bogatej propozycji zimnych dań, aby goście mogli cieszyć się domowym smalcem ...
W tym miesiącu ukazała się moja druga autorska książka, tym razem zawierająca 150 przepisów na świąteczne wielkanocne dania.
Przepisy przekazywane z pokolenia na pokolenie są symbolem rodzinnych tradycji. Dla mnie stanowią niezwykle ważny element kobiecego - domowego świata. Chciałabym bardzo, aby moje dziecko znało rodzinne przepisy i umiało o nich opowiedzieć swoim dzieciom. Wtedy po ugotowaniu czy upieczeniu jakiegoś dania czuć będzie tę wewnętrzną radość i spokój, że jest cząstką rodziny, która trwa już od wielu lat i trwać będzie. To są właśnie korzenie, a im silniejsze korzenie, tym okazalsze drzewo.
Wielkanoc ...
Z wielką przyjemnością informuję, że zapowiadana książka mojego autorstwa Smak Imprezy będzie miała swoją premierę na rynku 22 marca 2010, a dostępna jest już w sprzedaży w księgarni wydawcy Klubie Dla Ciebie.
W tej książce znajdziesz przepisy na dobre jedzenie, na zabawę, na relaks i receptę na przygotowanie menu na imprezy. Wszystkie dania można przygotować, zanim przyjdą goście w myśl zawsze obowiązujące u mnie zasady Nie stój przy garach, gdy goście za stołem!
Spokojnie zdążysz przygotować się tak jak lubisz, wziąć relaksującą kąpiel, umalować się, uczesać i odpowiednio ubrać, tak aby czuć ...
aga-aa – nawet nie. W sumie miałam sporo obaw gdy ubiłam śmietanę i zmieszałam z kostką z żelatyną. Śmietana sama w sobie nie była słodka, raczej bezbarwna, dodatek pełnowymiarowy kostki dodał jej słoności, posmaku rosołowego, że tak to ujmę. Właściwie nie miała w sobie nic, co przypominałoby mdły smak. Co śmieszne po zastygnięciu zupełnie nie było czuć głównego składnika jakim właśnie była śmietana. Smak można troszkę porównać do zupy warzywnej :) w końcu potrawa była mocno warzywna :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Olgo, dlaczego u Ciebie wszystko ostanio musi byc „pieknej urody”, „wykwintne”, „idealne”, „piekne”;)? moze dodatek kostki rosolowej dodaje musowi smaku (pytanie tylko, czy dobrego), ale na pewno zabiera mu cala potencjalna wykwintnosc. pozdrawiam i zycze wiecej dystansu:)
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – musieć nie musi, jednak jak jest, to już jest ;) Odbieranie świata, smaków, zapachów i zachwycanie się nimi jest jednym z wielkich uroków życia – przynajmniej mojego. Oceniam dania według własnych kryteriów zastosowań, smakowitości i wyglądu, tak jak każdy. Robię to jednak zawsze po tym jak skosztuję, bo tylko tak mogę mieć wyrobione zdanie. Dodatek kostki rosołowej, którą używam wyjątkowo sporadycznie (bodajże jest w 4 przepisach ze wszystkich) jest w tym wypadku konieczny, nie ma inaczej możliwości mocnego zaakcentowania śmietany, no chyba, że ugorujemy esencjonalny wywar i połączymy pół na pół ze śmietaną … ale wtedy nie ma możliwości ubicia a tym samym nadania puszystości masie, a to bardzo ważne. Szczęśliwie o smakach i gustach się nie dyskutuje bo przekonać kogoś na siłę się nie da. Zawsze mamy do wyboru perfumy, dania, miejsca, znajomych, książki czy blogi tak aby najbardziej nam odpowiadały i sprawiały przyjemność z obcowania. Cudowne jest to, że ile osób tyle opinii, smaków i upodobań. Cóż to za nudne życie byłoby, gdyby każdy lubił to samo i zjadał się tak samo przygotowanym jedzeniem. Kulinaria stałyby w miejscu i nic się nie działo w tak ważnym obszarze ludzkich zmysłów jakim jest smak. Zawsze cieszę się, że każdy z nas może mieć swojego bloga i na jego łamach dzielić się odczuciami, smakami, upodobaniami i przedstawiać odbiór świata kulinarnego według siebie. Polecam tobie prowadzenie bloga kulinarnego, bo daje to możliwość dzielenia się pasją, miłością do jedzenia, gotowania i kosztowania. Pozwala na obnażenie swoich upodobań i pomysłów na dobre jedzenie a każdy z autorów wnosi coś do świata smaków. Z dystansem jest tak, że im więcej go masz tym mniej się przejmujesz drobiazgami, czego również i tobie życzę w tym pięknym słonecznym dniu.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
bo on 14 kwietnia 2009 at 15:58
mnie sie wydawalo, ze wlasnie powinno sie dyskutowac, zwlaszcza, jesli ktos prezentuje swoja tworczosc publicznie, to chyba oczekuje tego, ze pojawia sie rozne opinie, chyba, ze chce wystepowac w roli nieomylnego i w ten sposob polechtac swoje ego. ja dziele sie swoja tworczoscia w gronie osob, ktore sa moimi mentorami i fachowcami w tej dziedzinie. nie boja sie ostrych slow, porad, swad i dyskusji. taki model znacznie bardziej mi odpowiada, nie musze wystepowac w roli glownej.
mysle, ze sa jednak jakies kanony sztuki kulinarnej i jesli ktos deklaruje zainteresowanie kulinariami, to powinien wiedziec, ze kostka rosolowa niszczy smak nadajac glutaminianem wszystkiemu uniwersalna zjadliwosc. nie mozna by tak spróbować z drobno startym parmezanem, ziołami, skórką cytryny, czy, nie chce byc kontrowersyjna, sola i pieprzem? poza tym mysle, ze naprawde po blisko 15 letnim dowiadczeniu w kuchni potrafię się domyślić jak smakuje śmietana kremówka z kostka rosołową:) a dystansu zycze wiecej, bo przez jakis czas sledzilam ten blog, ale w pewnym momencie owa maniera „wykwintnosci” stala sie dla mnie zbyt przerysowana i z symaptycznego bloga, gdzie mozna znalezc szybki przepis z polproduktow strona ta przeistoczyla sie w miejsce, gdzie nagle okazuje sie, ze wybor sosu ze sloika jest wyborem w pelni przemyslanym i najlepszym oraz urasta do rangi sprawy niebagatelnej, przedstawianej czytelnikowi niczym prawda objawiona.
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – Nie wiem czy podobnie rozumiemy dyskusję, bo dla mnie dyskusja to nie negowanie i krytykowanie a podsuwanie alternatywnych czy zastępczych rozwiązań, tak aby osiągnąć jak najlepszy efekt. Dyskusja ma na celu wywołanie zmiany a nie krytykanctwo bez alternatywy. Pani twórczość jest mi obca więc ciężko mi się do tego ustosunkować jak również do korzyści jakie pani odnosi z tegoż działania. Polecam jednak blog kulinarny będzie mogła się pani podzielić swoimi umiejętnościami i pomysłami (nie tylko jak wspomniani przez panią) z mentorami i fachowcami w tej dziedzinie ale znacznie szerszą publicznością a to przynosi masę korzyści dla obu stron. Co prawda wymaga to czasu, pieniędzy, pomysłu, nakładu pracy, chęci, rezygnacji często w zamian z innych zajęć ale daje wiele zadowolenia.
Komentarze lubię, ale nie od autorytetów, mentorów czy specjalistów w danej dziedzinie a od kochających kulinaria, bo oni są prawdziwym głosem smaku. Jednak tu się muszę przyznać, że znacznie większą mają dla mnie wartość te komentarze, których autorzy nie mają oporów przed przedstawieniem się i są w stanie podpisać się chociaż imieniem, nie ukrywając się pod nikami. Ja występuję na blogu z imienia i nazwiska i dodatkowo zawsze gdy u kogoś zostawiam swój komentarz również podpisuję się pod swoimi danymi. Według moich odczuć świadczy to o kulturze i szacunku do nieznajomych osób, ich pracy i zaangażowaniu a także o mojej odpowiedzialności za słowa. Ale nie czepiając się przedstawiania i konwenansów, odnośnie dystansu napiszę tylko tyle, że ja osobiście mam tak, że wolę zmienić „restaurację” niż pluć na jej podłogę podpierając się teorią, że to pomoże zmyć plamę na posadzce.
Nie wiem w jakim celu wyolbrzymia pani moje słowa i nadaje im silnie negatywne znacznie. Nigdy nie nadałam sosowi pomidorowemu (jak rozumiem) ze słoika „rangi sprawy niebagatelnej, przedstawianej czytelnikowi niczym prawda objawiona”. Nie będę natomiast starała się namawiać do sadzenia pomidora aby w wyniku starannej uprawy, zbierania, przechowywania i przygotowania otrzymać na cito około 100 g sosu pomidorowego do polania nachos przed zapieczeniem – podejrzewam, że o ten przepis chodzi. Byłoby to nadęciem, ignorancją i puszeniem się. Półprodukty są w sklepach, można wybrać lepsze lub gorsze jednak nie przesadzajmy i kupujmy to, co w danej chwili nam odpowiada najbardziej. Można ich używać, w końcu są produkowane i czasem znacznie smaczniejsze niż domowe właśnie za sprawą różnych polepszaczy, nie mówić już o szybkości wejścia w ich posiadanie. Smak i smakowanie jest pojęciem względnym więc proszę nie obrażać ani mnie ani innych osób, które kupują sosy w słoikach, koncentrat pomidorowy czy soki w kartonikach.
W każdym razie mój blog ma za zadanie prezentowanie potraw do przygotowania przed imprezą aby zminimalizować do maksimum stanie przy garach i to jest jego najważniejszą misją.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
bo on 14 kwietnia 2009 at 22:04
konczac dyskusje:
1)glownym dobrodziejstwem internetu jest jego anonimowosc, nie posiadam profilu na gronie, naszej klasie, nie podaje w internecie swojego imienia, nazwiska, adresu, stanu posiadania, nie ujawniam swojej twarzy, poniewaz taki jest moj wybor, w internecie dziele sie swoimi zainteresowaniami, pogladami. co daloby Pani wiedza, ze nazywam sie Janina Kowalska czy Anna Zwierzyńska? nie kazdy, jak juz wspomnialam, chce wystepowac w roli glownej, prezentowac swoja osobe, wlasnie dlatego internet zyskal tak wielka popularnosc. nie mam ochoty ludziom obcym, nieznanym mi „ujawniac sie”. w zyciu tez nie pokazalabym zdjec swoich, swojej rodziny, dzieci czy nawet kota. cenie swoja prywatnosc i bezpieczenstwo.
2) mentorami i specjalistami sa nie z wlasnego nadania, a z powodu mojego stosunku do nich, szczerze polecam „zbiorowe” fora kuchenne, gdzie ludzie prezentuja swoja kulinarna tworczosc spelniajaca najwyzsze standardy, szalenie inspirujaca, uczaca. dzieki takim ludziom wlasnie zrozumialam, ze najlepsze sa proste dania z dobrych jakościowo skladników, dania, ktore wydobywaja ich smak, a nie udajace cos innego. ze lepszy jest „zwykly” żur ze smietana, na ktory ktos nastawił zaczyn, odpowiednio dobral proporcje, a nie pseudowymyslna tarta na bazie proszku udajacego barszcz bialy. do tego nie potrzeba wystylizowanej sesji zdjeciowej w wynajetym pomieszczeniu, ale wlasnie wystarczy nick, pasja, ogromna wiedza i szacunek do jedzenia.
3) umknelo chyba Pani uwadze, ze podalam alternatywe dla kostki rosolowej, nawet kilka opcji, z ktorych mozna stworzyc niezliczona ilosc wariacji
4)nie gardze ludzmi uzywajacymi gotowcow, ale nikt nie przekona mnie, ze otworzenie puszki z pomidorami pelati czy pulpa pomidorowa trwa dluzej niz otworzenie sloika z sosem pelnym polepszaczy smaku i konserwantow. ze wsypanie soli, pieprzu, ziol suszonych lub swiezych zajmuje wiecej czasu lub jest opcja mniej smaczna niz kostka rosolowa z chemicznym posmakiem.nie jest tez opcja drozsza, a o ile smaczniejsza. pomiedzy hodowaniem wlasnego pomidora a gotowcem jest jeszcze szerokie spectrum mozliwosci i szkoda, ze widzi Pani swiat w tak binarny sposob. z przerazeniem ogladam jak dzieci w UK wybieraja „nuggetsy” skladajace sie w 10% z miesa (reszta to zmielone kosci, skora, tluszcz, bulka tarta, owe chwalone polepszacze smaku)zamiast udka wiejskiego kurczaka pieczonego z rozmarynem, skorka cytrynowa, czosnkiem. bo wlasnie dzieki polepszaczom maja „podrasowany smak” – musi byc piekelnie slone, naladowane glutaminianem itd. niestety podejscie, ze dzieki polepszaczom jest cos smaczniejsze powoduje, ze smaki sie stepiaja, a organizm musi radzic sobie z coraz bardziej przetworzona zywnoscia.
5)owszem, pisze Pani: „natomiast typ sosu pomidorowego jest ważny. Ja zazwyczaj otwieram słoik z gotowym sosem.” w moim odczuciu wyraza Pani brak szacunku do czytelnika, sos ze sloika jest wyborem waznym, tarta na bazie zupki z proszku przeznaczona jest dla wielbicieli prawdziwego smaku. mozna gotowac co sie chce, ale w moim odczuciu nie nalezy mowic, ze paluszki krabowe sa idealne dla wielbicieli swiezych owocow morza i tyle.
6)na koniec mojego wywodu burzacego mila atmosfere na tym blogu pozostaje mi tylko ubolewac, ze kultura gotowania staje sie tak niska, ze ludzie dali sobie wmowic w jakis irracjonalny dla mnie sposob, ze uzycie produktow na wpol przetworzonych zaoszczedza im czasu, pieniedzy, ze nie mogliby osiagnac dobrego smaku bez kostek, ze zwracaja sie w strone produktow niesezonowych, nie zwracaja uwagi na ich jakosc, pochodzenie. naprawde warto docenic prawdziwy smak potraw, dobrych produktow.
7)suma sumarum mozna pomyslec: niepotrzebny patos i ekstremizm, jednak wlasnie dzieki internetowi i wielu anonimowym nickom przekonalam sie, ze takie podejscie jest wlasnie norma, do ktorej trzeba dazyc, zwlaszcza, jesli kulinaria stanowia spora czesc czyjegos zycia.
8)metafora z restauracja dla mnie niezrozumiala, ja jak widze, ze w restauracji jest brudno to dzwonie do sanepidu. jako gosc nie zabieram sie za sprzatanie, tylko zwracam uwage obsludze.
Rowniez pozdrawiam serdecznie
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – Czy pozorna zresztą anonimowość w sieci jest dobrodziejstwem, tu bym polemizowała, ale rzeczywiście daje możliwość wolności słowa większą niż
ktoś zdecydowałaby się wygłosić twarzą w twarz – prawda pani Julio. Fora dyskusyjne uwielbiam zwłaszcza kulinarne, zawsze mam ten sam Nick OlgaSmile więc można mnie spokojne odnaleźć jeżeli ktoś ma taką potrzebę. Czasami jednak rezygnuję z udziału w grupach i forach, gdzie wolność słowa kłóci się z kulturą ogólnie pojętą i z całą erystyką włącznie. Bo to nie jest inspiruje a odraża mnie agresywnością, napastliwością i prostactwem wypowiedzi.
Proszę pamiętać, że każdy ma prawo lubić coś lub nie lubić i przekonywanie do swoich racji jest bezsensowne a co więcej nudne i nużące dla czytelnika.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Kalinka – dziękuję bardzo za pochwały :) :) :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
bo on 20 kwietnia 2009 at 16:43
no i sama Pani widzi, zamiast merytorycznej dyskusji, triumfuje Pani znajac moja tozsamosc, bo kiedys w zaufaniu wspisalam swojego maila z imieniem i nazwiskiem.
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – bynajmniej nie mam potrzeby tryumfowania. Pokazuję tylko Pani, że czasami zmiana nika i maila nie skutkuje anonimowością, bo sieć jest kopalnią wiedzy.
I jeszcze raz powtórzę, bo to dla mnie jest meritum tej całej rozmowy – proszę pamiętać, że każdy ma prawo lubić coś lub nie lubić i przekonywanie do swoich racji jest bezsensowne a co więcej nudne i nużące dla czytelnika.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
nakoma on 5 stycznia 2010 at 10:56
wygląda fantastycznie!skuszę się i na to :)
Beata on 13 marca 2010 at 13:46
Pani Olgo, 30 g żelatyny to ile to będzie żelatyny w listkach? Wymiar listka jest 23cm x 7cm.
Pozdrawiam
Beata
Beata – nie mam pojęcia niestety, proszę sprawdzić na opakowaniu jak jest waga lista – bardzo mnie to ciekawi! U nas trudno dostać żelatynę w listkach, ale z doświadczenia napiszę, że zazwyczaj, gdy jej używam wystarczają mi 3-4 listki :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Beata on 14 marca 2010 at 13:59
Ja kupiłam w listkach na Allegro, w opisie jest:
„Żelatyna wieprzowa „Silver” to nowy produkt w postaci tafelek o wymiarach 230×70 mm.
1 tafelka waży 2,5g, w opakowaniu znajduje się 5 tafelek.”
Ale nie wydaje mi się żeby 30g w proszku to było aż 12 tafelek:-) Spróbuje więc do tego przepisu całe 5 tafelek ile mam i dam znać jak wyszło. Ale dopiero po świętach:-)
Pozdrowienie
Beata
Ale śliczne, ośnieżone drzewka :)
Mokrego dyngusa Olgo :)
o to coś dla mnie, no może nie na tak tłustej śmietanie ;)
Śliczne :)
Tilianara – bardzo dziękuję i wzajemnie :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
aga-aa – niestety nie ma zbytniego wyboru :) Jeżeli ma się śmietana ubić, to procenty tłuszczyku musi mieć ;)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Azzahar – dziękuję :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
No rewelacyjnie przyrządzone brokuły. Prezentują się wspaniale!
Wyglądają przecudnie! Swietne masz pomysły Olgo! :))
a nie wychodzi to troche mdłe?
Śliczne,takie kolorowe!:)
Wesołych Świąt Olgo i mam nadzieje,że dzisiejszy dzień był mokry!:)
Pozdrówka serdeczne.
Kuba – bardzo dziękuję w imieniu brokułów :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Majana – bardzo dziękuję, jak zawsze jesteś dla mnie bardzo miła!
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
aga-aa – nawet nie. W sumie miałam sporo obaw gdy ubiłam śmietanę i zmieszałam z kostką z żelatyną. Śmietana sama w sobie nie była słodka, raczej bezbarwna, dodatek pełnowymiarowy kostki dodał jej słoności, posmaku rosołowego, że tak to ujmę. Właściwie nie miała w sobie nic, co przypominałoby mdły smak. Co śmieszne po zastygnięciu zupełnie nie było czuć głównego składnika jakim właśnie była śmietana. Smak można troszkę porównać do zupy warzywnej :) w końcu potrawa była mocno warzywna :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Ola;p – bardzo dziękuję. Był mokry, a jakże :) Mam nadzieję, że również miałaś udane święta.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Olgo, jakie cudeńko! :) Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Bardzo efektowna przystaweczka :)
ależ one pięęękne!!!!
Olgo, dlaczego u Ciebie wszystko ostanio musi byc „pieknej urody”, „wykwintne”, „idealne”, „piekne”;)? moze dodatek kostki rosolowej dodaje musowi smaku (pytanie tylko, czy dobrego), ale na pewno zabiera mu cala potencjalna wykwintnosc. pozdrawiam i zycze wiecej dystansu:)
Casiapaw – bardzo dziękuję, zdecydowanie wygląda na stole pięknie i interesująco :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
falena – dziękuję :) moim gościom też się bardzo podobała i smakowała :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – musieć nie musi, jednak jak jest, to już jest ;) Odbieranie świata, smaków, zapachów i zachwycanie się nimi jest jednym z wielkich uroków życia – przynajmniej mojego. Oceniam dania według własnych kryteriów zastosowań, smakowitości i wyglądu, tak jak każdy. Robię to jednak zawsze po tym jak skosztuję, bo tylko tak mogę mieć wyrobione zdanie. Dodatek kostki rosołowej, którą używam wyjątkowo sporadycznie (bodajże jest w 4 przepisach ze wszystkich) jest w tym wypadku konieczny, nie ma inaczej możliwości mocnego zaakcentowania śmietany, no chyba, że ugorujemy esencjonalny wywar i połączymy pół na pół ze śmietaną … ale wtedy nie ma możliwości ubicia a tym samym nadania puszystości masie, a to bardzo ważne. Szczęśliwie o smakach i gustach się nie dyskutuje bo przekonać kogoś na siłę się nie da. Zawsze mamy do wyboru perfumy, dania, miejsca, znajomych, książki czy blogi tak aby najbardziej nam odpowiadały i sprawiały przyjemność z obcowania. Cudowne jest to, że ile osób tyle opinii, smaków i upodobań. Cóż to za nudne życie byłoby, gdyby każdy lubił to samo i zjadał się tak samo przygotowanym jedzeniem. Kulinaria stałyby w miejscu i nic się nie działo w tak ważnym obszarze ludzkich zmysłów jakim jest smak. Zawsze cieszę się, że każdy z nas może mieć swojego bloga i na jego łamach dzielić się odczuciami, smakami, upodobaniami i przedstawiać odbiór świata kulinarnego według siebie. Polecam tobie prowadzenie bloga kulinarnego, bo daje to możliwość dzielenia się pasją, miłością do jedzenia, gotowania i kosztowania. Pozwala na obnażenie swoich upodobań i pomysłów na dobre jedzenie a każdy z autorów wnosi coś do świata smaków. Z dystansem jest tak, że im więcej go masz tym mniej się przejmujesz drobiazgami, czego również i tobie życzę w tym pięknym słonecznym dniu.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
mnie sie wydawalo, ze wlasnie powinno sie dyskutowac, zwlaszcza, jesli ktos prezentuje swoja tworczosc publicznie, to chyba oczekuje tego, ze pojawia sie rozne opinie, chyba, ze chce wystepowac w roli nieomylnego i w ten sposob polechtac swoje ego. ja dziele sie swoja tworczoscia w gronie osob, ktore sa moimi mentorami i fachowcami w tej dziedzinie. nie boja sie ostrych slow, porad, swad i dyskusji. taki model znacznie bardziej mi odpowiada, nie musze wystepowac w roli glownej.
mysle, ze sa jednak jakies kanony sztuki kulinarnej i jesli ktos deklaruje zainteresowanie kulinariami, to powinien wiedziec, ze kostka rosolowa niszczy smak nadajac glutaminianem wszystkiemu uniwersalna zjadliwosc. nie mozna by tak spróbować z drobno startym parmezanem, ziołami, skórką cytryny, czy, nie chce byc kontrowersyjna, sola i pieprzem? poza tym mysle, ze naprawde po blisko 15 letnim dowiadczeniu w kuchni potrafię się domyślić jak smakuje śmietana kremówka z kostka rosołową:) a dystansu zycze wiecej, bo przez jakis czas sledzilam ten blog, ale w pewnym momencie owa maniera „wykwintnosci” stala sie dla mnie zbyt przerysowana i z symaptycznego bloga, gdzie mozna znalezc szybki przepis z polproduktow strona ta przeistoczyla sie w miejsce, gdzie nagle okazuje sie, ze wybor sosu ze sloika jest wyborem w pelni przemyslanym i najlepszym oraz urasta do rangi sprawy niebagatelnej, przedstawianej czytelnikowi niczym prawda objawiona.
U mnie też było mokro no i święta udane w miarę miałam( z wyjątkiem tego,że musiałam się niestety uczyć:(
Ola;p – bardzo się cieszę, że święta się udały :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – Nie wiem czy podobnie rozumiemy dyskusję, bo dla mnie dyskusja to nie negowanie i krytykowanie a podsuwanie alternatywnych czy zastępczych rozwiązań, tak aby osiągnąć jak najlepszy efekt. Dyskusja ma na celu wywołanie zmiany a nie krytykanctwo bez alternatywy. Pani twórczość jest mi obca więc ciężko mi się do tego ustosunkować jak również do korzyści jakie pani odnosi z tegoż działania. Polecam jednak blog kulinarny będzie mogła się pani podzielić swoimi umiejętnościami i pomysłami (nie tylko jak wspomniani przez panią) z mentorami i fachowcami w tej dziedzinie ale znacznie szerszą publicznością a to przynosi masę korzyści dla obu stron. Co prawda wymaga to czasu, pieniędzy, pomysłu, nakładu pracy, chęci, rezygnacji często w zamian z innych zajęć ale daje wiele zadowolenia.
Komentarze lubię, ale nie od autorytetów, mentorów czy specjalistów w danej dziedzinie a od kochających kulinaria, bo oni są prawdziwym głosem smaku. Jednak tu się muszę przyznać, że znacznie większą mają dla mnie wartość te komentarze, których autorzy nie mają oporów przed przedstawieniem się i są w stanie podpisać się chociaż imieniem, nie ukrywając się pod nikami. Ja występuję na blogu z imienia i nazwiska i dodatkowo zawsze gdy u kogoś zostawiam swój komentarz również podpisuję się pod swoimi danymi. Według moich odczuć świadczy to o kulturze i szacunku do nieznajomych osób, ich pracy i zaangażowaniu a także o mojej odpowiedzialności za słowa. Ale nie czepiając się przedstawiania i konwenansów, odnośnie dystansu napiszę tylko tyle, że ja osobiście mam tak, że wolę zmienić „restaurację” niż pluć na jej podłogę podpierając się teorią, że to pomoże zmyć plamę na posadzce.
Nie wiem w jakim celu wyolbrzymia pani moje słowa i nadaje im silnie negatywne znacznie. Nigdy nie nadałam sosowi pomidorowemu (jak rozumiem) ze słoika „rangi sprawy niebagatelnej, przedstawianej czytelnikowi niczym prawda objawiona”. Nie będę natomiast starała się namawiać do sadzenia pomidora aby w wyniku starannej uprawy, zbierania, przechowywania i przygotowania otrzymać na cito około 100 g sosu pomidorowego do polania nachos przed zapieczeniem – podejrzewam, że o ten przepis chodzi. Byłoby to nadęciem, ignorancją i puszeniem się. Półprodukty są w sklepach, można wybrać lepsze lub gorsze jednak nie przesadzajmy i kupujmy to, co w danej chwili nam odpowiada najbardziej. Można ich używać, w końcu są produkowane i czasem znacznie smaczniejsze niż domowe właśnie za sprawą różnych polepszaczy, nie mówić już o szybkości wejścia w ich posiadanie. Smak i smakowanie jest pojęciem względnym więc proszę nie obrażać ani mnie ani innych osób, które kupują sosy w słoikach, koncentrat pomidorowy czy soki w kartonikach.
W każdym razie mój blog ma za zadanie prezentowanie potraw do przygotowania przed imprezą aby zminimalizować do maksimum stanie przy garach i to jest jego najważniejszą misją.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
konczac dyskusje:
1)glownym dobrodziejstwem internetu jest jego anonimowosc, nie posiadam profilu na gronie, naszej klasie, nie podaje w internecie swojego imienia, nazwiska, adresu, stanu posiadania, nie ujawniam swojej twarzy, poniewaz taki jest moj wybor, w internecie dziele sie swoimi zainteresowaniami, pogladami. co daloby Pani wiedza, ze nazywam sie Janina Kowalska czy Anna Zwierzyńska? nie kazdy, jak juz wspomnialam, chce wystepowac w roli glownej, prezentowac swoja osobe, wlasnie dlatego internet zyskal tak wielka popularnosc. nie mam ochoty ludziom obcym, nieznanym mi „ujawniac sie”. w zyciu tez nie pokazalabym zdjec swoich, swojej rodziny, dzieci czy nawet kota. cenie swoja prywatnosc i bezpieczenstwo.
2) mentorami i specjalistami sa nie z wlasnego nadania, a z powodu mojego stosunku do nich, szczerze polecam „zbiorowe” fora kuchenne, gdzie ludzie prezentuja swoja kulinarna tworczosc spelniajaca najwyzsze standardy, szalenie inspirujaca, uczaca. dzieki takim ludziom wlasnie zrozumialam, ze najlepsze sa proste dania z dobrych jakościowo skladników, dania, ktore wydobywaja ich smak, a nie udajace cos innego. ze lepszy jest „zwykly” żur ze smietana, na ktory ktos nastawił zaczyn, odpowiednio dobral proporcje, a nie pseudowymyslna tarta na bazie proszku udajacego barszcz bialy. do tego nie potrzeba wystylizowanej sesji zdjeciowej w wynajetym pomieszczeniu, ale wlasnie wystarczy nick, pasja, ogromna wiedza i szacunek do jedzenia.
3) umknelo chyba Pani uwadze, ze podalam alternatywe dla kostki rosolowej, nawet kilka opcji, z ktorych mozna stworzyc niezliczona ilosc wariacji
4)nie gardze ludzmi uzywajacymi gotowcow, ale nikt nie przekona mnie, ze otworzenie puszki z pomidorami pelati czy pulpa pomidorowa trwa dluzej niz otworzenie sloika z sosem pelnym polepszaczy smaku i konserwantow. ze wsypanie soli, pieprzu, ziol suszonych lub swiezych zajmuje wiecej czasu lub jest opcja mniej smaczna niz kostka rosolowa z chemicznym posmakiem.nie jest tez opcja drozsza, a o ile smaczniejsza. pomiedzy hodowaniem wlasnego pomidora a gotowcem jest jeszcze szerokie spectrum mozliwosci i szkoda, ze widzi Pani swiat w tak binarny sposob. z przerazeniem ogladam jak dzieci w UK wybieraja „nuggetsy” skladajace sie w 10% z miesa (reszta to zmielone kosci, skora, tluszcz, bulka tarta, owe chwalone polepszacze smaku)zamiast udka wiejskiego kurczaka pieczonego z rozmarynem, skorka cytrynowa, czosnkiem. bo wlasnie dzieki polepszaczom maja „podrasowany smak” – musi byc piekelnie slone, naladowane glutaminianem itd. niestety podejscie, ze dzieki polepszaczom jest cos smaczniejsze powoduje, ze smaki sie stepiaja, a organizm musi radzic sobie z coraz bardziej przetworzona zywnoscia.
5)owszem, pisze Pani: „natomiast typ sosu pomidorowego jest ważny. Ja zazwyczaj otwieram słoik z gotowym sosem.” w moim odczuciu wyraza Pani brak szacunku do czytelnika, sos ze sloika jest wyborem waznym, tarta na bazie zupki z proszku przeznaczona jest dla wielbicieli prawdziwego smaku. mozna gotowac co sie chce, ale w moim odczuciu nie nalezy mowic, ze paluszki krabowe sa idealne dla wielbicieli swiezych owocow morza i tyle.
6)na koniec mojego wywodu burzacego mila atmosfere na tym blogu pozostaje mi tylko ubolewac, ze kultura gotowania staje sie tak niska, ze ludzie dali sobie wmowic w jakis irracjonalny dla mnie sposob, ze uzycie produktow na wpol przetworzonych zaoszczedza im czasu, pieniedzy, ze nie mogliby osiagnac dobrego smaku bez kostek, ze zwracaja sie w strone produktow niesezonowych, nie zwracaja uwagi na ich jakosc, pochodzenie. naprawde warto docenic prawdziwy smak potraw, dobrych produktow.
7)suma sumarum mozna pomyslec: niepotrzebny patos i ekstremizm, jednak wlasnie dzieki internetowi i wielu anonimowym nickom przekonalam sie, ze takie podejscie jest wlasnie norma, do ktorej trzeba dazyc, zwlaszcza, jesli kulinaria stanowia spora czesc czyjegos zycia.
8)metafora z restauracja dla mnie niezrozumiala, ja jak widze, ze w restauracji jest brudno to dzwonie do sanepidu. jako gosc nie zabieram sie za sprzatanie, tylko zwracam uwage obsludze.
Rowniez pozdrawiam serdecznie
Fajnie to wygląda w przekroju.
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – Czy pozorna zresztą anonimowość w sieci jest dobrodziejstwem, tu bym polemizowała, ale rzeczywiście daje możliwość wolności słowa większą niż
ktoś zdecydowałaby się wygłosić twarzą w twarz – prawda pani Julio. Fora dyskusyjne uwielbiam zwłaszcza kulinarne, zawsze mam ten sam Nick OlgaSmile więc można mnie spokojne odnaleźć jeżeli ktoś ma taką potrzebę. Czasami jednak rezygnuję z udziału w grupach i forach, gdzie wolność słowa kłóci się z kulturą ogólnie pojętą i z całą erystyką włącznie. Bo to nie jest inspiruje a odraża mnie agresywnością, napastliwością i prostactwem wypowiedzi.
Proszę pamiętać, że każdy ma prawo lubić coś lub nie lubić i przekonywanie do swoich racji jest bezsensowne a co więcej nudne i nużące dla czytelnika.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
zemfiroczka – prawda :) Takie drzewko zielone pod białą kołderką :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
ślicznie Ci to wyszło, piękne zieloniutkie brokułki w białej otoczce, super!
Kalinka – dziękuję bardzo za pochwały :) :) :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
no i sama Pani widzi, zamiast merytorycznej dyskusji, triumfuje Pani znajac moja tozsamosc, bo kiedys w zaufaniu wspisalam swojego maila z imieniem i nazwiskiem.
odpowiedź do komentarza kogoś o niku „bo” – bynajmniej nie mam potrzeby tryumfowania. Pokazuję tylko Pani, że czasami zmiana nika i maila nie skutkuje anonimowością, bo sieć jest kopalnią wiedzy.
I jeszcze raz powtórzę, bo to dla mnie jest meritum tej całej rozmowy – proszę pamiętać, że każdy ma prawo lubić coś lub nie lubić i przekonywanie do swoich racji jest bezsensowne a co więcej nudne i nużące dla czytelnika.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
wygląda fantastycznie!skuszę się i na to :)
Pani Olgo, 30 g żelatyny to ile to będzie żelatyny w listkach? Wymiar listka jest 23cm x 7cm.
Pozdrawiam
Beata
Beata – nie mam pojęcia niestety, proszę sprawdzić na opakowaniu jak jest waga lista – bardzo mnie to ciekawi! U nas trudno dostać żelatynę w listkach, ale z doświadczenia napiszę, że zazwyczaj, gdy jej używam wystarczają mi 3-4 listki :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Ja kupiłam w listkach na Allegro, w opisie jest:
„Żelatyna wieprzowa „Silver” to nowy produkt w postaci tafelek o wymiarach 230×70 mm.
1 tafelka waży 2,5g, w opakowaniu znajduje się 5 tafelek.”
Ale nie wydaje mi się żeby 30g w proszku to było aż 12 tafelek:-) Spróbuje więc do tego przepisu całe 5 tafelek ile mam i dam znać jak wyszło. Ale dopiero po świętach:-)
Pozdrowienie
Beata
Beata – myślę, że spokojnie wystarczy.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile