Pasztet z białym winem Riddle Creek Reserve ze szczepu Chardonney
Jestem wielbicielką pasztetów i musów mięsnych. Nie dość, że lubię je robić, to jeszcze jeść, co oczywiście średnio wpływa na moją linię, ale za to podniebienie cieszy się bardzo.Regularnie eksperymentuję z różnymi mięsami, sosami i dodatkami, z których powstają w zaciszu mojej kuchni pasztety, terriny mięsne i musy. Czasami piekę je w piekarniku przykryte szczelnie folią, innym razem w kąpieli wodnej a czasami mięso duszę i przygotowuję klasycznie mieląc z dodatkami, a właściwie kutrując w malakserze do postaci jedwabistego kremu. Po kilku godzinach w lodówce uzyskuję piękną, jedwabistą pastę mięsną, która jest smaczna, ładna i bardzo delikatna. Bo właśnie gustuje w delikatnych pasztetach, jednak tym razem postawiłam na odrobinę ostrości i wyrazistości. Co prawda, nie często używam wina do gotowania czy duszenia, no ale trzeba się rozwijać i eksperymentować w kuchni. Nie przepadam za daniami z winnym posmakiem, generalnie omijam je szerokim łukiem i staram się nie zmawiać ich podczas pobytów w restauracjach. Nie znam się, trudno, takie potrawy dla mnie niezbyt ładnie pachną i kubki smakowe buntują się na całego. Nie ma tu znaczenia, czy są to mule czy mięso, zwyczajnie nie lubię uzyskanego posmaku wina i już. Zastanawiam się czy umiem to inaczej wyjaśnić, ale chyba najprościej będzie jak napiszę, że mi nie smakują dania z winem i kropka. Inaczej rzecz się jednak ma w przypadku pasztetów, jest to dla mnie osobiście ciekawy fenomen smakowy i nie wiem jak powinnam go tłumaczyć. Niemniej pasztety z winem smakują wybornie. Więc tym razem polecam i zapraszam na pasztet z winem Riddle Creek Reserve ze szczepu Chardonney. Zapewne może być każde inne wino biała, ja natomiast miałam takie. Polecił mi je kilka dni wcześniej somelier z często odwiedzanego sklepu z winami jako pasujące do drobiu. Nie pomylił się nic a nic, pasowało rewelacyjnie! |
|||
![]() |
|||
|
|
|||
![]() |
![]() |
||
|
|
|
||
|
|
|||



Jestem wielbicielką pasztetów i musów mięsnych. Nie dość, że lubię je robić, to jeszcze jeść, co oczywiście średnio wpływa na moją linię, ale za to podniebienie cieszy się bardzo.








Jaki prosty przepis, a pasztet wygląda wspaniale:))
Wypróbuję w sobotę.
Pozdrawiam Cię Olgo ciepło!
Olgo, mam jeszcze pytanie- czy wątróbkę indyczą można zastąpić kurczęcą?
andzia -Dziękuję :) spokojnie możesz użyć kurzej. Zapewne najlepsza byłaby kacza ale u nas nie jest dostępna w sprzedaży.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Przepieknie wyglada ten pasztet :) Chetnie porwalabym Ci te kromeczke ze zdjecia :))
Witaj Olgo
Pasztet wygląda rewelacyjnie – napewno go zrobię bo jakoś od dłużsezgo zcasu chodzi za mną pasztet. W sumie to miałam robić pasztet z selera – ale ten smak już znam, więc zrobię z Twojego przepisu.
pozdrawiam
Ewelosa
BAJERANCKI!
O…danie z wiejskich klimatów, pycha.
Pyszny , moje smaki! Wypróbuję na pewno :)
Faktycznie to nie dla kogos, kto dba o linie :) – ale wyglada pysznie i bardzo prosty przepis :)
Olgo, ja tak poza tematem- będzie Ziemniaczana Akcja?
O! A ja akurat wczoraj robiłam bardzo podobny, ale z dodatkiem czerwonego wina :)
U Ptasi właśnie czytałam, że u Ciebie widziała, a ja teraz mam chęć na wątróbki ;)
Tylko pytanie małe —> to masło na wierzchu ma jakieś właściwości, czy tylko do ozdoby? Bo ja bym to chętnie pominęła.
mój ulubiony pasztet :D
rewelacyjny przepis ;]
Disa – bardzo się cieszę, że smakuje :) :) :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Droga Olgo,
Odkąd spotkałam Twoją stronę w sieci, zaglądam tu codziennie.
Pasztecik właśnie degustujemy – jest rewelacyjny!
Dziękuję za inspiracje.
Pozdrawiam.
No właśnie, jedyny problem z tym masłem, nie podoba mi się, wygląda trochę jak taki zastygły tłuszcz (którym, przecież de facto jest :) ) i kojarzy z jakimś strasznym daniem z dzieciństwa… Podświadomość się buntuje :)
Pozdrawiam Cię Olgo, codziennie wchodzę na Twój blog, bo uwielbiam patrzeć na te wszystkie cudowne potrawy!
Jola – och, bardzo dziękuję :) i cieszę się, że pasztecik smakuje!
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Martuś – spokojnie możesz masło jako zalewę pominąć. Mi osobiście bardzo odpowiada jego maślany, słodkawy smak w połączeniu z pasztetem, ale bez najmniejszego problemu możesz zostawić pasztecik nagim :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Mój, a właściwie Twój pasztecik zrobiony:) zamiast masełka wierzch pokryłam galaretką żurawinowa z całymi owocami. Powiem Ci jedno Olu..prostota wykonania i jednocześnie wykwintne danie. Właśnie przed chwilką opróżniliśmy jedną miseczkę chociaż mieliśmy tylko zdegustować.Trudno..została jeszcze jedna:))
Serdecznie pozdrawiam. Twoja nowa fanka Alicja
Alicja – bardzo się cieszę, że pasztecik wyszedł i smakował :) U nas też zawsze paszteciki znikają w tempie ekspresowym a najgorzej to zacząć próbować :)
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile
Ten przepis mnie zauroczył prostotą wykonania(wpadam w popłoch,gdy czytam o trzykrotnym mieleniu i innych warunkach).Zrobiłam-zniknął błyskawicznie.Też go „zaanektowałam”.Dzięki !
BARBARA – bardzo się cieszę :) Znajdziesz u mnie masę propozycji na proste pasztety. Zdecydowanie wolę wykorzystać mięso z rosołu lub nawet ugotowane na tę okazję specjalnie, ale na trzykrotne mielenie gara mięsa rzadko mam ochotę, dlatego stawiam na proste paszteciki. Uwielbiam dodatek owoców, żurawin, imbiru, śliwek suszonych, wędzony czy w occie. Każda wariacja jest smaczna i na pewno znajdzie swojego wielbiciela.
Pozdrawiam serdecznie
Olga Smile